niedziela, 11 maja 2014

5.''Nie mówimy teraz o dziewczynach''



(Rose)

NIEZNANY NUMER: To ja,Brad.  :p

JA: Przestraszyłeś mnie głupku!!! Nie jestem już na imprezie od 40 minut. 

No to pięknie, skąd on ma mój numer? Przecież z nikim nie wymieniałam się na imprezie telefonami. I w ogóle PO CO DO MNIE PISZE? Jest przecież tak późno. Wolałabym się położyć spać niż z nim pisać.. Jestem dla niego  nieco chamska, ale taka już moja natura. Nie potrafię tak z dnia na dzień zamienić się w promienną nastolatkę cieszącą się z rozmowy z chłopakiem. Nie potrzebuję takiej zmiany, tak myślę.  Nie jestem jak moje rówieśniczki. Przypuszczam ,że one na moim miejscu skakałyby po całym pokoju z radości ,że napisał do nich Brad. Wiem to,  ponieważ już tyle słyszałam podczas przerw jak to one wychwalają całą paczkę mojego brata. Irytujące, ale do zniesienia . Zastanawiałam się jak zapisać Brad’a w spisie kontaktów. Nie chciałam podpisywać go imieniem. Myślę, że to zbyt mainsteramowe. Postanowiłam nazwać go…LOKERS! Brzmi fajnie i zabawnie .A poza tym nikt nie będzie wiedział kto to. 

LOKERS: Nie mogłaś się dobrze  bawić beze mnie, co? –nadal kontynuował konwersacje.

JA: Ależ oczywiście. –pisząc co miałam nadzieję,że wyczuje sarkazm, bo inaczej…będzie ze mną źle!
LOKERS: Tak, myślałem :3 A tak naprawdę to czemu wyszłaś?

JA: Najzwyczajniej mi się nudziło.  Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić, więc poszłam do domu. 

LOKERS: Podobnie było ze mną. :] 

JA: Wybacz Brad…ale ja już padam na twarz. Idę spać. Dobrej nocy! :3

LOKERS: Rozumiem,kolorowych snów.Dobranoc! :*

Nad ostatnim sms’em z mojej strony strasznie się zastanawiałam.  To dla mnie krępujące wysyłać ‘’buziaczka’’ do chłopaka. Jestem doskonale świadoma swojego zachowania. Jestem staromodna i to naprawdę trudne zmienić tak z dnia na dzień swoje postępowanie.  Ale …zrobiłam to. Przecież od jednego buziaka nic się nie stanie,prawda?

JA: Dziękuję :*


     *           *            *

 Dzisiejszy ranek był nietypowy. Z nieba nie zlatywały zimne krople deszczu . Nie obijały się o szyby jak to miały w zwyczaju. Było cicho i spokojnie. W oddali można były tylko usłyszeć krzyk mew ,kłócących się o złowioną rybę. Dawno nie czułam się tak niewyspana. Próbowałam otworzyć oczy, ale na nic poszły moje starania. Słońce, które się przedzierało przez błękitne zasłony okien było nie do zniesienia . Czułam żar w minimalnie otwartych oczach. Miałam wrażenie jakby ktoś je wypalał. Może Helios,grecki bóg słońca postanowił się  nade mna poznęcać? Nie! To na pewno nie to.
Wczoraj podczas imprezy nie wypiłam dużo,zaledwie trzy drinki.Mimo to czułam suchość w gardle. Piekielnie chciało mi się pić. Wstałam więc,na w pół zgięta z łóżka i z przymrużonymi oczami zeszłam na parter. 

Z kuchni usłyszałam stłumione przez drzwi śmiechy. To były męskie głosy.  Byłam ciekawa kto to może być o tak wczesnej porze. Rodzice nie zapraszali nigdy gości w niedzielę nie później niż po dwunastej. Popchnęłam obrotowe drzwi do przodu i otworzyłam szerzej powieki. Moim oczom ukazały się cztery sylwetki chłopców. ‘’No to wpadłam’’-powiedziałam do siebie w myślach.

-Ładnie dziś wyglądasz! –powiedział Connor uśmiechając się przy tym zadziornie.A chłopaki zaczęli gwizdać i przytakiwać z aprobatą.
-Spadaj! –powiedziałam zażenowana zachrypniętym głosem. Wyciągnęłam z lodówki wodę o smaku limonki i poczłapałam na górę tak szybko na ile pozwalał mój zesztywniały kręgosłup. Wychodząc czułam na sobie wzrok chłopaków ,ale nie chciałam już nic mówić swoim idiotycznym głosem.  Po prostu wyszłam bez słowa.

Kiedy doszłam do swojego pokoju od razu opuściłam żaluzje co spowodowało ,ze westchnęłam z ulgi. Teraz mogłam spokojnie spojrzeć w lustro. Wyglądałam jak zombie.  Ubrana w koszulkę sięgającą zaledwie do połowy ud. Gdy spojrzałam na  rozczochrane  włosy, które sterczały we wszystkie strony świata chciało mi się płakać. Teraz rozumiałam o co chodziło Connor’owi. Gapił się na moją pupę.  Nie mogłam sobie tego wybaczyć ,że widzieli mnie w takim stanie. Byłam PER –FEK-CJO-NI-STKĄ! A perfekcjonistkom nie zdarzają się takie rzeczy. To było nie od wybaczenia! Po prostu już nie mogę spokojnie chodzić po domu w piżamach,nie takich piżamach! 

Zapominając o przyniesionej wodzie podeszłam do szafy aby wyciągnąć jakiś przyzwoity zestaw. Suchość i pragnienie odeszły,natomiast przyszło zażenowanie i wstyd. Rzuciłam jeszcze okiem na zegra,który wskazywał godzinę 14 . jęknęłam nie mogąc uwierzyć w to ,ze tyle spałam.Nagle wszystkie fakty spajały się w jedną,logiczną całość. Przespałam ponad pół dnia, dlatego chłopcy byli już u nas w domu. To dziwne,ale zauważyłam ,ze są tu coraz częściej. Albo..poprostu ja zaczęłam zwracać na nich uwagę, nie wiem. Stałam tak chwilę przed szafą z podpartymi o biodra rękoma i lustrowałam wzrokiem jej zawartość. Nie miałam pojęcia co założyć. Nie chciałam zakładać po raz kolejny sweterka. Ale nie dlatego ,że Brad zwrócił mi uwagę,lecz dlategoże dziś niedziela. A w taki dzień wypada ubrać się elegancko.

Postanowiłam,że ubiorę zwykłe,ciemne jeansy oraz czarną koszulę zapinaną z przodu na cztery guziki. Doprowadziłam także swoje włosy do  normalnego stanu. Spryskałam odżywką, rozczesałam szczotką z miękkim włosiem ,a następnie spięłam w koczka na czubku głowy. Makijażu nie nakładałam, ponieważ był zbędny. Moja cera jest czysta i nie potrzebuję upiększenia ,tak mi się wydaje.


(Brad)




-Chłopaki co to do cholery było? –zapytał Tris z widocznym grymasem na twarzy. 

Siedziałem cicho i nic nie mówiłem. Wolałem się zająć przygotowywaniem tekstu nowej piosenki. Kartki były porozrzucane po całym stole kuchennym. Każdy z nas miał coś napisać,ale nikt nie palił się do pracy. Zauważyłem ,ze tylko na mojej karcie jest coś nabazgrane. Nie były to jakieś głębokie słowa,ale zawsze coś jest.Chłopaki zaczęli oczyms gadać,a ja nie mogąc się skupić włączyłem się do rozmowy.

-Ale co?
-No to…Jak patrzyliście na Rose. Mało co nie pożarliście jej wzrokiem.
-No i…mówisz to nam bo..? –zapytał Con.
-Bo nie podobało mi się to. –odparł stanowczo Tristan.
-Stary weź wyluzuj…Rose jest ładna. Ma to co potrzeba dziewczynie w odpowiednich miejscach,więc to normalne ,że tak zareagowaliśmy. A poza tym…Też byś tak zareagował gdyby nie była twoją siostrą. –powiedział na luzie James.
-No ale jest moją siostrą! I nie życzę sobie takiego wygwizdywania czy czegoś gorszego,jasne? Ona jest jeszcze młoda.
-Tris..ona jest w moim wieku. –powiedziałem włączając się do dyskusji.
-Ale ona jest niedoświadczona w tych damsko męskich sprawach. Teraz pewnie dziewczyna jest czerwona jak burak. Ona strasznie wszystko przeżywa.- Tristan wywrócił oczami,ale doskonale wiedziałem o czym on mówił.

 Znałem Rose od tygodnia i zdążyłem zauważyć jej dziwne zachowanie.  Odpycha mnie, stara się nie siedzieć zbyt blisko ,a kontaktu fizycznego unika jak ognia. Nie mogłem jej nawet przytulić na pożegnanie, po lekcji.  Ale lubiłem właśnie to w niej . Ten jej lód utworzony wokół siebie, który i tak  z czasem stopnieje. Zamierzam mu w tym troszkę pomóc.  Muszę dotrzeć do Rose. Nie chcę być już więcej odpychany. Chcę.. chcę się z nią zaprzyjaźnić. Nie oczekuję niczego więcej. 

-Spokojnie Tristan…nie będziemy się z nią zaraz całować po kątach –zaśmiał się dźwięcznie Connor.

Kiedy to usłyszałem ,poczułem jak moje policzki robią się czerwone. Nie z powodu zawstydzenia, a ze złości. Nie rozumiem tylko dlaczego się złoszczę. To tylko głupie zapewnienie. Ale... nie wiem czy zniósł bym widok Rose z Connor’em. Chyba przywaliłbym mu z prawego sierpowego i tyle. Nie lubiłem się bić,ale kiedy musiałem to robić to to robiłem bez żadnych skrupułów. 

-Dobra chłopaki skupcie się! Nie mówimy teraz o dziewczynach. Co napisaliście? –zapytałem przerywając przy tym dyskusję na temat Rose.
-No..yy..nic mi nie przychodzi do głowy.-tłumaczył się Connor.
-Ja też mam pustkę- oznajmił Tris.
-A ja mam jedno zdanie.-powiedział James dumny z siebie.
-A ja mam trzy linijki tekstu. Posłuchajcie…

Cóż, wczoraj cię spotkałem
Zaparłaś mi dech w piersiach
I lubię sposób w jaki jesteś tak cholernie nieprzewidywalna.

-To jest dobre!-wykrzyknął James.
-Wiem.-zaśmiałem się-Ale to za mało na piosenkę.Chociaż…mam nawet pomysł na melodię. Coś w stylu.-zacząłem prezentować.
-Ooo..to jest to! A teraz coś w stylu.

Świat wciąż się kręci
Nie przestanie, dopiero zaczyna

-Nie.Za wcześnie! Trzeba coś wcisnąć  przed to! A ten tekścik można umieścić przed refrenem.-poinformował Tris.
-To co proponujesz? –zapytałem ciekawy. Byłem z siebie dumny,ponieważ w końcu uruchomili swoje szare komórki i zaczęli myśleć.
-Hmm…może

Bo wiąże duże nadzieje, duże nadzieje
Duże nadzieje z tobą i mną

-O…i dalej będzie coś w tym stylu.

A kiedy się zestarzejemy, powiem ci "a nie mówiłem"
bo wiążę z nami duże nadzieje

-To nie ma żadnej logicznej całości. To co teraz napisaliście to może być refren. Ja myślę nad czymś innym.-powiedział Connor,który odezwał się po raz pierwszy przy tworzeniu piosenki. –Może to?

To już historia
która stała się tobą i mną
To stało się tak łatwo, jakbym żył w jakimś cudownym świecie

-Wow Con! To jest świetne.Mamy już połowę. –powiedziałem z entuzjazmem.
-Ta…wiem ,ze jestem świetny!
-Okej to hmmm..-zaczął James poczym kontunuował-

Mogę odrobinę brzmieć jak dziwak
Jakbym znał cię od lat
Więc każde słowo które słyszysz może brzmieć
Jakby było już przećwiczone.

-A potem ten tekścik Tristan’a , a następnie refrenik z tą nadzieją i mamy piiosenkę! –powiedziałem w euforii.
-No i git. –skwitował Connor.
-Może pokażemy ten tekst Rose? No wiecie błędy i tak dalej? –zapytał Trstan.
-To dobry pomysł.-odparł James.
-Ja zaniosę! –wyrwałem szybko kartkę z rąk Connora i poszedłem do jej pokoju. Jak zwykle siedziała w sowim fotelu i czytała książkę.Była wtedy taka…




 ______________________________________________________


KOLEJNY ROZDZIAŁ = 20 KOMENTARZY!

Dziękuję Wam bardzo za miłe komentarze pod poprzednimi postami,ale mam wrażenie ,ze piszę to dla siebie. Muszę walczyć o każdego czytelnika z osobna. Są ludzie,którzy komentują szczerze i DŁUGO. Chciałabym abyście wykazały się swoimi umiejętnościami i włączyły się w jakąś dyskusję czy coś. Chciałabym wiedzieć co sądzicie o rozdziałach i w ogóle. Mam nadzieję,że mnie rozumiecie.Mimo wszystko,dziękuję! Za to ,że jesteście!!! <3 


A teraz pytanie!

 CO SĄDZICIE O BRADLEY'U? MYŚLICIE ,ŻE POZOSTANIE PRZY SWOIM POSTANOWIENIU? Czy tylko zostanie przy przyjaźni ,a moze się zakocha?
Jak myślicie?


ANONIMKI - PODPISUJCIE SIĘ JAKOŚ!

czwartek, 8 maja 2014

4.'' Co się dzieciaki z wami dzieje?''



(Bradley)



Nie chciała mnie pocałować...Przyznam ,ze zrobiło mi się smutno.Naprawdę ogarnęło mnie dziwne uczucie. To dość niespotykane gdy dziewczyna odmawia pocałunku. Nigdy się jeszcze z taką nie spotkałem. Dziewczyny zawsze biegły do mnie ,żeby się ze mną spotkać albo mnie przytulić. A co jest z Rose? Dlaczego tak wszystkich odrzuca?  Właśnie to było w niej fascynujące - ta inność. Odstawała od reszty. Była naturalna i piękna. Nasza ‘’znajomość’’ trwa już ponad tydzień a ja już uzależniłem się od jej uśmiechu. Był taki słodki i bardzo dziewczęcy.

-Zdejmij koszulkę!- wykrzyknął Connor. Wcześniej wydawałoby mi się te wyzwanie zabawne,ale jeśli chodzi o Rose nie było wcale do śmiechu. Spiorunowałem wzrokiem Connora,ale on jakby nic sobie z tego nie robił.
-Co proszę?! –odparła zdziwiona Rose. W jej oczach widać było przerażenie i  najzwyklejszy stres. To było dla niej nowe.
-Dajcie dziewczynie spokój. Jest pierwszy raz na TAKIEJ imprezie. Wyluzujcie… -starałem się brzmieć przekonująco.
 -No to w takim razie ty ją pocałuj ,wybawicielu marny –wybełkotał pijany James. 

Zgromiłem groźnym wzrokiem James’a,ale on tylko poruszył ramionami i upił łyk piwa. Potem spojrzałem  łagodnie pytającym wzrokiem na Rose. Nie chciałem robić niczego wbrew jej woli. Ona lekko pokiwała głową .Tak,abym tylko ja mógł to zauważyć. Przybliżyłem się do  niej ,ponieważ siedziała po przeciwnej stronie. Widziałem jak się denerwowała. Objąłem jej policzki i złożyłem delikatny pocałunek na jej różowych  ustach.  Chciałem więcej ,ale czułem jak dziewczyna się opiera i zaciska usta. Nie odwzajemniała pocałunku. Zrozumiałem i odsunąłem się na poprzednie miejsce.  Nawet na mnie nie spojrzała,poczułem się dziwnie. Nigdy nie zaznałem  odtrącenia ,teraz mogłem poczuć to na własnej skórze.
Zebrani w kółku tylko spojrzeli na nas,nie odzywając się przy tym słowem.Mimo ,że za naszymi plecami trwała w najlepsze impreza  ,nastała cisza. Była nie do zniesienia. W końcu odezwała się jakaś dziewczyna. Nie znałem jej imienia,ale już wcześniej gdzieś ją widziałem. Przypuszczam ,że w szkole,ponieważ większość imprezowiczów to uczniowie naszej szkoły.

-Och..jakie to było romantyczne. Nie to co te wasze pocałunki.-prychnęła- Moglibyście się trochę postarać chłopaki-  szturchnęła łokciem James’a.  Jak widać dziewczyna rozluźniła atmosferę i po chwili cała grupka się śmiała. Zauważyłem nawet małe promyki iskierek w oczach Rose. Uśmiechnąłem się do niej pocieszająco,ale ona tylko spuściła wzrok,jakby się czegoś wstydziła.

Butelka już mnie  nudziła więc postanowiłem odejść od koła i poszukać sobie nowego zajęcia. Chciałem zrobić sobie drinka w kuchni,ale widok całujących się par sprawiał ,ze chciałem pójść do toalety i zwymiotować. Nie widziałem sensu ,żeby dalej brnąć w morzu alkoholu.  Ta impreza zdecydowanie nie należała do najlepszych. Straciłem tylko dobry humor przychodząc tutaj. Postanowiłem pójść do domu wcześniej niż zwykle.    


(Rose)


Zabawa w butelkę stała się nużąca.  Nie wiem czy jestem aż tak aspołeczna i nudna,  ale nie bawi mnie całowanie kogoś, picie piwa na wyścigi czy zdejmowanie ubrań. Jeszcze 20 minut temu, po raz pierwszy w życiu się całowałam. To było dziwne uczucie.Nie chciałam tego robić od tak. Zawsze marzył mi się pocałunek w jakimś ustronnym miejscu na łownie natury z chłopakiem ,którego będę mocno kochała.Nigdy nie pomyślałabym ,ze zdarzy się to w kole pijanych osób z chłopakiem, którego znałam bliżej ledwie tydzień. Te wszystkie wyobrażenia spowodowały opowieści,które czytałam. Nie rozumiem co autorki tych książek chciały nam-czytelnikom przekazać. Przecież ideałów nie ma,a one przez opisywanie cudownych chłopaków z wyrzeźbionym ciałem sprawiały ,ze dziewczyny takie jak ja miały dziwne wymagania co do miłości.

Chciałam już pójść do domu. Mimo ,że to moja pierwsza impreza to nie podobała mi się.  Po grze w butelkę miałam podły nastrój. Wszystko przez NIEGO.  Czułam ,ze chce mnie całować dalej,ale ja opierałam się jego wdziękowi.  Odmówiłam pocałunku, nie chciałam dawać jeszcze większego pokazu. A poza tym …co ludzie sobie o mnie mogą pomyśleć? Tak,wiem.Moje podejście nie jest dobre. Nie powinnam się przejmować tym co ludzie o mnie myślą,ale chyba każdy z nas chciałby aby widziano go w jak najlepszym świetle.  Jeśli już miałam opinię aspołecznego kujona i nudnej siostry rozrywkowego Tristan'a , nie chciałam się bardziej pogrążać. Wiem,że nie powinnam się tym wszystkim przejmować. Wszyscy wokół są pijani i jutro nic nie będą pamiętali,ale ja mimo wszystko chciałam wyjść z tego z twarzą. Jestem perfekcjonistką i  niech już tak pozostanie. 

-Tristan ja wracam do domu. –poinformowałam brata.
-Co? Dlaczego chcesz już iść?
-Trochę tu nudno,a poza tym obiecałam rodzicom ,ze wrócę wcześniej. Jest dopiero 23 ,więc spokojnie. W Dover lampy się palą do 1,nie będę miała żadnego problemu żeby wrócić.
-Rosee… martwię się o ciebie. Nie uśmiechałaś się prawie w ogóle. A jak jeszcze Bradley cię pocałował to już w ogóle zgasłaś. Nic nie powiedziałaś. Z nim też chyba coś nie tak. Wyszedł pięć minut temu. '' Co się dzieciaki z wami dzieje? –zapytał żartobliwie starszy brat.
-Och…nic mi nie jest. Ja lecę,okej? 

Pocałowałam brata w policzek i poszłam w kierunku pokoju,w którym zostawiłam kurtkę.  Po drodze do oczu rzucały mi się całujące namiętnie pary. Nie mogli odkleić się od siebie. Wywróciłam tylko oczami i odeszłam z kurtką w ręku. Myślałam,że na dworze będzie na tyle ciepło,aby iść bez kurtki. Niestety,bardzo się pomyliłam. Gdy tylko wyszłam z domu McVey’a  poczułam jak zimne powietrze otula moje ciało. Szłam tak pośród ciszy rozmyślając o wszystkim. Mijałam samochody z młodymi imprezowiczami podążającymi ku zabawie. Staruszków w oknach,którzy zapewne sprawdzali źródła hałasu.  Czułam się nieswojo o takiej później godzinie na zewnątrz. Nigdy tak późno nie chodziłam po dworze. Zawsze rodzice kazali mi wracać na 22. Nie wiem dlaczego względem mnie byli tacy. Tristan miał zupełną swobodę, a ja podlegałam innym zasadom... Nie przeszkadzało mi to. I tak nie korzystałam z życia tak jak mój beztroski brat.

Gdy doszłam do domu,drzwi były zamknięte na klucz,więc musiałam poszperać w torbie aby wydostać swój zapasowy. Przekręciłam cicho klucz w zamku i weszłam do środka. Rodzice już spali,więc szłam na palcach po schodach,aby ich nie obudzić. Kiedy znalazłam się w swoim pokoju poczułam ulgę. Zrobiło mi się na sercu o wiele lepiej. Mogłam teraz spokojnie zdjąć ubrania i wskoczyć w swoją ulubioną,za dużo o 3 rozmiary koszulkę. Zajrzałam do łazienki i dokładnie wyczyściłam zęby. Chciałam już pójść spać,jednak mój telefon zaczął wibrować. Ktoś napisał do mnie wiadomość.

NIEZNANY NUMER : Jak na imprezie?

Wpadłam w lekką panikę. Kto mógł mieć mój numer? O co chodz? Przecież ja nikomu nie podawałam go. Musiałam szybko zainterweniować i dowiedzieć się kto to może być.

JA : A z kim mam przyjemność pisać?

NIEZNANY NUMER :A z kim chciałabyś pisać?

JA : To dla mnie ważne. Odpowiedz na moje pytanie :-)





________________________________________________


Niektóre fakty mogą Wam sprawiać trudnosci w tym chaosie ,który tu na tym blogu publikuję :p
Jeśli chodzi o tą ''znajomość''
Poprzedni kontakt Rose z Bradley'em jak i innymi Vampsami czyli Connor'em i James'em był nijaki. Od czasu do czasu porozmawiali luźno w grupce,ale nigdy na osobności!!! Więc nie znają sie tak blizej. 
Dlatego nie dziwcie się ,ze teraz jest taki szybki rozwój akcji,ale wiecie..chciałam ominąć te nużące wstępy jak to oni się zaczynali poznawać i tak dalej. 

Jeśli  jednak chcecie sobie poczytać właśnie takie nużące wstępy do zapraszam na drugiego bloga.


Pozdrawiam Was bardzo serdecznie i życzę udanego weekendu! :* <3
Uwielbiam Was!!!

niedziela, 4 maja 2014

3. ''Uwielbiam jak się rumienisz''



Nie wiem czy to dobry pomysł, aby iść na tą imprezę. Nie chcę czuć się niechciana. Już nieraz tak było ,dlatego odcięłam się od ludzi. Kiedyś…jeszcze w podstawówce miałam dwie przyjaciółki. Byłyśmy zawsze zgrane, czułyśmy się w swoim towarzystwie dobrze ,aż do czasu…Potem zaczęłam im przeszkadzać i stałam się piątym kołem u wozu. Na samą myśl robiło mi się przykro.
Podeszłam do toaletki i zaczęłam rozczesywać poplątane włosy. Uwielbiam je ,jednak takie długie są często niewygodne. Trzeba o nie dbać ,regularnie przycinać i stosować różne odżywki. A ja nie jestem typem dziewczyny, która lubi się stroić, posiada idealną fryzurę, paznokcie i makijaż .Założyłam ciepłe skarpety na bose nogi i wskoczyłam do łóżka. Kiedy kładłam głowę na poduszkę poczułam jakiś nieznany ,ale bardzo intensywny zapach.
Ach. .no tak. To były perfumy Bradley’a. Musiałam przyznać ,że pachniał naprawdę ładnie. Miło było wdychać niecodzienny zapach. Podczas zasypiania intensywnie myślałam o Bradley’u i  jego propozycji. W końcu nie byłam jeszcze na żadnej imprezie ,a tu przynajmniej będę znała czwórkę chłopaków. Może kogoś poznam? Ech… Morfeusz zaprosił mnie do swej krainy, po chwili zasnęłam…


 * * *

-Rose.-słyszałam czyjś głos - Roseee….pora wstawać-poczułam jak ktoś zaczyna mną lekko szarpać. Szybko otwieram oczy i podnoszę się do pozycji siedzącej. Moim oczom ukazała  się wysoka postać blondyna .To był Tristan. Odetchnęłam z ulgą i z powrotem rzuciłam się na poduszki.
-Która godzina?-zapytałam zachrypłym głosem.
-Prawie dwunasta. Chcesz przespać cały dzień?
-Co? Dwunasta? –wykrzyknęłam przy czym pośpiesznie wstałam z łóżka.- za godzinke muszę być w bibliotece. Mój wolontariat zaraz się zacznie. No nie! Jak ja się wytłumaczę pani Baggins? –mówiłam rozhisteryzowana. Szybko zamknęłam się w łazience.Zaczęłam myć zęby,potem rozczesałam włosy i w zastraszająco szybki tempie ubrałam szarą bluzę i jeansy. Kiedy wychodziłam z domu, usłyszałam tylko głośny śmiech brata. 

-Przepraszam za spóźnienie. Nie wiem co się stało, ze nie wstałam rano. Proszę mi wybaczyć także ten nieodpowiedni strój,ale nie chciałam się pogrążać bardziej i pragnęłam stracić jak najmniej czasu. – wytłumaczyłam swojej przełożonej zaistniałą sytuację. Ta tylko się zaśmiała i kazała mi się ‘’wyluzować’’ .Nie rozumiem co ich wszystkich wzięło na wyluzowanie. Jak tak to nikt mi o tym nie mówił,ale teraz?Wszyscy!

Wzięłam nowe książki oraz folię i poszłam do czytelni je obkładać. Lubiłam ten wolontariat. Kiedy nie było ludzi mogłam sobie czytać do woli każdą książkę. Obcowanie z tyloma autorami było czyms niesamowitym. Miłość do książek to coś wspaniałego. Nawet sobie nie wyobrażacie jakie czułam szczęście,kiedy dostałam ten wolontariat tutaj. Każdy z naszej szkoły musiał mieć odpracowane godziny w wolontariacie. O ile dobrze wiem mój brat i jego koledzy byli wolontariuszami w centrum kultury. Odnawiali ,czyścili instrumenty. Czasami nawet grali małe koncerty. Myślę ,że to fajne ,ponieważ chłopcy mogą się spełniać w tym co kochają.
Mój wolontariat trwał od 13 do 18,aż pięć godzin. Od rana nic nie jadłam, więc wychodząc z biblioteki myślałam tylko o jedzeniu. Chciałam już poczuć w ustach smak ciepłej waniliowej herbatki i  pysznych kanapek z sałatą i szynką .Kiedy weszłam do domu, mama siedziała z tatą na kanapie w salonie i oglądali coś w telewizji,natomiast Tris był na górze.

-Cześć- rzuciłam na przywitanie.
-Hej-odpowiedzieli razem rodzice. Miło było na nich tak popatrzeć. Byli już ze sobą od 20 lat, a mimo to nadal się kochali. Byli szczęśliwi. Ile ja bym dała aby spotkać swojego księcia.
Poszłam do kuchni. Wyciągnęłam z szafki na dole chleb oraz potrzebne składniki na kanapkę z lodówki. Następnie wlałam do czajnika wodę i czekałam aż będzie wystarczająco ciepła by zaparzyć sobie herbatę. Smarując masłem kromkę chleba poczułam czyjąś obecność w kuchni. Odwróciłam wzrok od swojego zajęcia i uchwyciłam wzrok brata. Uśmiechnął się do mnie i wziął do ręki soczyste jabłko.

-Słyszałem ,ze Brad zaprosił Cię na imprezę. –powiedział tak jakby od niechcenia siadająć przy okazji na blacie obok mojego miejsca pracy.
-Złaź z tego! –powiedziałam prędko.posłucham mnie,jednak nadal opierał się o blad.-Tak,zaprosił mnie. I co z tego?
-Idziesz?
-Nie. Nie wiem.Moze.
-Zdecyduj się – powiedział i zaśmiał się uroczo.
-Poszłabym…
-ale?- Tristan przerwał moją wypowiedź,za co byłam mu wdzięczna. Dzięki temu miałam więcej czasu na wymyślenie wymówki.
-Ale nie widzę żadnego sensu w pójściu tam. Nie chcę się Wam narzucać czy coś…-skwitowałam.
-Em…czemu miałabyś się narzucać? Tyle razy już chciałem Cię wziąć gdzieś ze sobą ,więc tym razem także byś mi się nie narzucała. No dawaj! Może kogoś poznasz. Z własnego doświadczenia wiem ,ze James robi fajne imprezy i zaprasza wielu zróżnicowanych ludzi. A nóż ,widelec znajdziesz swoją bratnią duszę.
-Taaa…No okej to pójdę. O której jest ta impreza?
-Za 40 minut.Takze jedz i idziemy.

Zjadłam pośpiesznie śniadanio-obiado-kolację i poszłam na górę. Musiałam się przebrać.Przecież nie pójdę na imprezę w bluzie. Założyłam białą koszulkę na ramiączka,a na nią brązowy sweter. Do tego spodnie ,kolorem przypominające ogon wiewiórki oraz najzwyklejsze zamszowe botki.  Nie stroiłam się nie wiadomo jak. Chciałam czuć się komfortowo i wygodnie. Rozczesując włosy pomyślałam o jakiś makijażu. Jednak zrezygnowałam z niego. ‘’Po co mam sobie zatykać pory’’ –powiedziałam do siebie w myślach. Gdy zeszłam na dół Tristan omiótł mnie dziwnym wzrokiem i założył kurtkę. 

Wyszliśmy z domu. Od teraz zaczynam inny tryb życia. Modliłam się w duchu,aby impreza się udała.
Dom James’a był bardzo duży. Z przodu domu znajdowało się wiele okien.Na parapetach stały donice z pięknymi kwiatami. Nie wiedziałam jaki to gatunek,ale strasznie mi się spodobały. Całokształt domu był bardzo przyjemny dla oka. Wchodząc do wnętrza otworzyłąm szeroko oczy. Salon był urządzony milo i prztulnie,jednak można była poczuć nutkę nowoczesności. Brad i Connor siedzieli na kanapie ,a w ręku trzymali butelki. Nieco skrzywiłam się na widok trunku. To było do przewidzenia,w końcu to impreza! James stał przy jakiś chłopaku. Nie wiem jak się nazywa,ale widział go już w szkole. Najprawdopodobniej był DJ’em. Zawzięcie o czyms dyskutował z James’em. Gdzie nie spojrzałam ludzie szaleli. Tańczyli,skakali a w kontach obciskiwały się jakieś pary. Na ten widok zrobiło mi się  niedobrze. Nie znoszę publicznego okazywania sobie uczuć. Para powinna zachować to dla siebie,pocałunki powinny być dla nich intymnością,tak myślę. 

Zauważyłam,że Tristan gdzieś sobie poszedł i zostawił mnie kompetnie samą. Nie wiedziałam co mam teraz robić. Rzucić się w wir tańczących ludzi czy może lepiej pozostać na uboczu jako dokładny obserwator? Po przemyśleniu wszystkich ZA i PRZECIW,nie wybrałam żadnej z tych opocji. Postanowiłam podejść do siedzących na sofie chłopaków.

-Cześć-powiedziałam cicho.Nie wiem czy nawet ktoś mnie usłyszał.
-Oooo hej Rose. Super ,ze przyszłaś!  -powiedział Brad po czym przesunął  się robiąc mi przy tym miejsce koło siebie.

Zaczęłam z nim rozmawiać.Mówiliśmy o lekcjach ,które mu wczoraj zadałam,a potem do rozmowy włączył się Connor. Zaczął nas rozśmieszać. Mówił o tym jak wyciął kawał swojemu młodszemu bratu Lewis’owi kawał. Wszyscy  śmialiśmy się jakby ktoś rozprowadził gaz rozśmieszający. Dowiedziałam się też kilku fajnych faktów od chłopaków. Connor tak jak jak uwielbiał Harry’ego Pottera. Byłam pod wrażeniem także ich gustu muzycznego. Jak się okazało nie wiele się różnił od mojego. Tak jak oni lubię słuchać rocka. To zabawne,znaliśmy się już kilka lat a dopiero teraz dowiadywaliśmy się czegoś o sobie. Zmartwił mnie jedynie fakt,ze chłopcy wiedzą o mnie więcej niż ja o nich,a to wszystko dzięki Tristan’owi ,który opowiadał im o mnie.  Miałam tylko nadzieję,ze same dobre rzeczy. W końcu Con od nas odszedł. Powiedział ,ze idzie rozruszać nogi na parkiecie. Zostaliśmy sami z Brad’em. Poszułam się troszkę niezręcznie,zważywszy na fakt ,ze siedzieliśmy blisko siebie. A nasze łokcie się stykała,tak samo jak kolana. Siedzieliśmy tak przez chwilę w ciszy i obserwowaliśmy resztę,aż w końcu chłopak przerwał ciszę.

-Zdejmiesz kiedyś te swoje sweterki? –zapytał.
-Co proszę? –odpowiedziałam pytaniem na ptanie,zaskoczona jego uwagą.
-Ciągle chodzisz w sweterkach i spodniach.Czemu nie założysz sukienki,spódniczki,koszuli,czegokolwiek?!
-Nie czuję się w tym komfortowo. Swetry idealnie zakrywają to czego nie chcę,aby ktoś zobaczył..A poza tym są bardzo wygodne.
-Co Ty chcesz zakryć? Jesteś bardzo ładna i masz ładną figurę. Nie jesteś gruba,a dziewczyna z kobiecymi kształtami zawsze lepiej wygląda niż taki patyczak. Zobacz ,połowa dziewczyn wygląda jak anorektyczki. Nie podoba mi się to.
-Doceniam to co powiedziałeś.Dzieki.-uśmiechnęłam się do niego zakłopotana. Czułam ,ze moje policzki powoli robią się czerwone
-Uwielbiam jak się rumienisz. Jesteś wtedy taka słodka.-zaśmiał się głośno.Poczułam pozytywny dreszcz przechodzący przez moje ciało.
-Przestań już,okej?  -odpowiedziała zaraz po tym jak się opamiętałam.zabrzmiało to trochę ostro.
-Chcesz piwo? –pokiwałam głową przecząco-to może drinka? Whisky z colą? – t o zabrzmiało całkiem smacznie. Miałam już ukończone 18 lat więc dlaczegoby nie spróbować?
-No dobrze.Poproszę tego drinka.-usmiechnęłam się przyjaźnie.

-Zostaniesz tu czy idziesz ze mną?-nie chciała zostać tu sama, więc powoli wstawałam. Bradley podał mi dłoń aby łatwiej było mi się podnieść. Zdziwiło mnie jego zachowanie,ponieważ później już nie puścił mojej dłoni. Czułam się dziwnie,ale nie chciałam go odtrącać. Chociaż raz. Zaciągnął mnie do kuchni i  zaczął robić drinka. Poprosiłam go aby nie wlewał zbyt wiele alkoholu,a on tylko pokiwał głową. Brad robił to szybko i zręcznie.Już po chwili trzymałam czerwony,papierowy kubek z drinkiem. Upiłam łyka i musiałam przynać ,ze był smaczny.

-Dobry –powiedziałam do chłopaka.
-Nawet nie wiesz jak się cieszę,że Ci smakuje.
 
Zabawa się rozkręcała coraz bardziej. Zaczęłam nawet tańczyć. Co chwila zmieniałam partnera. Na szczęście byli to tylko James,Brad i Connor. Nigdy bym się nie odważyła tańczyć z kimś obcym.  Wypiłam aż 3 drinki i czułam się z tym źle. Nie poznawałam siebie. Nigdy nie piłam,a teraz czułam się winna.Najgorsze było to ,ze nie wiem dlaczego to czułam. Przecież alkohol w moim wieku jest dozwolony,więc w czym problem? Zmęczona wygłupami na parkiecie wróciłam na kanapę. Miałam chwilę na to by odetchnąć. 

-Ej…zagrajmy w butelkę! –powiedział rozochocony James.

Zaczęło się zbierać kilka dziewczyn wokół chłopaków. Usiedli wszyscy w kole na dywanie,a ja się im przyglądałam. Zaproponowali mi wspólną zabawę,ale nie byłam do tego przekonana. Co jeśli wypadnie na mnie i będę się jeszcze musiała całować? Przecież ja nigdy tego nie robiłam. Odmówiłam uczestnictwa,ale James i Connor wstali i zaczęli się do mnie przybliżać z dziwnymi uśmieszkami na twarzy. Nagle poczułam ich ręce na swoim ciele. James złapał mnie za ręce,a Connor za nogi i zanieśli mnie do utworzonego koła na dywanie. Gra toczyła się w najlepsze. Dzięki Bogu  butelka nie zatrzymywała się na mojej osobie. Mogłam spokojnie obserwować resztę graczy. Niektórzy musieli się całować,inni coś zdjąć lub wypić.  Było śmiesznie! Butelka zwrócona była w moim kierunku.  Tristan kręcił,a więc spojrzałam na niego i czekałam na zadanie. Najgorsze było w tej grze to ,ze nie można było brać prawdy. Nie rozumiałam tych zasad. 

-Pocałuj naszego Bradley’a.
-Co? Nie! –odpowiedziała szybko.
-W takim razie fanta! –zaczeli wszyscy krzyczeć oprócz Brad’a. Jego mina nie wiele mówiła,posmutniał jakby. Miałam nadzieję,ze to nie przeze mnie.



_________________________________________


Rozdział dedykuję uroczemu anonimowi,który tak strasznie się dopytywał o nowość. A mowa o Scooby - Doo .

Dziękuję za tak liczne komentarze pod poprzednim postem.
Salut!